To już 4 część. Podoba się? Pisać dalej?
BaliBliss
"Przeznaczenie wampirzycy" cz.4
– Faceci są irytujący, nie sądzisz? - odezwała się gdy drzwi się za nami zamknęły.
- On się po prostu martwi…
- Tak, tak… Nieważne. Usiądź. Muszę przygotować cię do rytuału.
- Na czym on będzie polegał?
- Musisz wprowadzić swoją moc w rezonans. Wtedy ja będę mogła zbadać
przeszłość twojego konwentu. Dowiemy się od której czarownicy
pochodzisz. Nie będzie trudno, bo niewiele z wiedźm pokolenia Caspiana
posiadało potomstwo.
- Jak mam wprowadzić ją w rezonans? Przecież ja nie jestem nawet pewna czy ją posiadam…
- Masz w sobie wielką moc. Wyczuwam to z daleka. Żeby wprowadzić ją w
rezonans musisz rzucić zaklęcie. Nie martw się. Pamiętam kilka łatwych,
nauczę cię.
- Skąd je znasz?
- To ja ukryłam księgi zaklęć prowadzone przez wieki. Długa historia… A teraz powtarzaj za mną: Hai lume aceso luz.
- Co to znaczy?
- Niech się stanie jasność zapłonie ogień. To po galicyjsku. W tym
języku są wszystkie zaklęcia. To nim porozumiewały się czarownice.
Powtarzaj: Hai lume aceso luz.
- Hai lume aceso luz.
- Dobrze. Teraz skup się na świecy. Wyobraź sobie, że się pali i
wymów zaklęcie. Gdy ci się uda zrzucić ci się uda, ja zanurzę sie we
wspomnienia twojej mocy. Może być nieprzyjemnie, ale nie możesz się
poruszyć. Gotowa?
- Tak.
- To zaczynaj.
- Hai lume aceso luz – nic się nie wydarzyło.
- Skup się. W twojej wyobraźni knot musi płonąć!
Moją uwagę pochłonęła świeca. Próbowałam sobie wyobrazić, że się
pali. Nagle nie widziałam nic poza nią i płonącym na niej ognikiem.
Wiedziałam ż eto ten moment. Już czas.
- Hai lume aceso luz – wypowiedziałam głośno zaklęcie.
Poczułam szarpnięcie, a potem ból, który rozrywał moją głowę od
środka. Nie umiałam się ruszyć. Nic nie widziałam. Nie miałam poczucia
czasu. Tylko ten przeraźliwy ból. I nagle, jakby to wszystko było tylko
kiepskim żartem, odzyskałam zmysły i zobaczyłam, ze na podłodze siedzi
Salander i płacze. Z jej oczu leciały ogromne krwawe łzy. Czyżby było aż
tak źle?
- Co się stało?
- To przecież niemożliwe… – szlochała.
- Co jest niemożliwe?
- To nie może być prawda… – mówiła przez łzy.
- Sally, co nie może być prawdą? Powiedz mi proszę…
- Ty… My… Jesteśmy rodziną…. – wydukała – To przecież niemożliwe…
Perline nie miała dzieci. Ja bym o tym wiedziała. Jak mogła mi nie
powiedzieć??? Czemu skłamała?
- W jakim sensie jesteśmy rodziną? – spytałam.
- Jesteś pra pra pra pra i tak dalej wnuczką mojej siostry Perline.
Pochodzisz z konwentu Vida e Morte, życie i śmierć, który jest potocznie
nazywany Creador De Erros, twórca pomyłki. To on stożył Caspiana. Jest
najpotężniejszym z konwentów. Posiadasz przez to nieskończoną moc.
- Czyli moje przodkinie odpowiadają za powstanie rasy wampirów?
- Tak, a dokładniej rzecz biorąc moja siostra. Miała wtedy
dziewiętnaście lat. Nie pozwalano się jej widywać z chłopakami. Taka
była tradycja. Młoda dziewczyna poznawała w swoim życiu tylko dwóch
mężczyzn – ojca i męża, którego wybrała jej starszyzna. Perline jednak
potajemnie wymykała się na schadzki z chłopcem w jej wieku imieniem
Falcón. Gdy rodzice się o tym dowiedzieli zabili jej ukochanego. We
wspomnieniach mocy widziałam, że była wtedy z nim w ciąży. Gdy się
zorientowała, ze nosi w sobie jego dziecko postanowiła go ożywić mocą.
Udało się jej. Chciała z nim uciec, ale wtedy zorientowała się nie był
to już on. Był bezlitosny, głodny ludzkiej krwi. Nie mogła go opanować,
więc powiedziała radzie, że chciała stworzyć istotę niepokonaną, która
będzie ich chronić. Ci nie byli oni w stanie nic mu zrobić. Nazwali go
Erro. Postanowili, że odbiorą moc wszystkim wiedźmą, żeby się to nie
powtórzyło. Wtedy powstała też przepowiednia. Ja zostałam wyznaczona,
aby schować księgi czarów. Zrobiłam to, ale gdy wracałam do osady
spotkałam go… On… Ja byłam pierwszą, którą zmienił w wampira. Wszystkie
wampirze wyrocznie pochodziły z mojej osady, więc gdy, ujmijmy to,
ucywilizował się, chciał nas zabić by nikt nigdy nie dowiedział się o
jego żałosnych początkach.
- Skoro czarownice z twojej wioski zostały zmienione w wampiry, to przepowiednia spełniła się już dawno…
- Nie byłyśmy czarownicami. Do nich zaliczane są tylko pierworodne
córki wiedź obdarzonych mocą. To one ją dziedziczą. Młodsze mają
niekiedy rożne słabe dary, jak na przykład jasnowidzenie.
- Co się stało po twojej przemianie?
- Wróciłam do osady. Perline nie było. Powiedzieli mi, że wyjechała
na jakiś czas do siostrzanych konwentów, aby poinformować je dlaczego
straciły moc. To wtedy urodziła córkę i zostawiła ją u znajomej z
konwentu słońca, która marzyła o dziecku. Chciałam ostrzec mój ród
przed tym, że Erro tworzy sobie podobnych. Gdy dowiedzieli się, ze
zostałam przez niego przemieniona wygnali mnie. Od tej pory tułam się po
świeci. Twoje przodkinie od tej pory żyły zaś jak zwyczajni ludzie.
Moja siostrzenica dostała moje Miña. Oznacza ono Moja. To jedyne o czym
zadecydowała Perline.
- Czy to znaczy, że Caspian jest moim pra pra pra i tak dalej dziadkiem?
- Był nim Falcón.
- Ale przecież Falcón to Caspian.
- Przykro mi. Ale wątpię, czy Erro pamięta coś z ludzkiego życia.
Nagle opowiadanie przerwały otworzone kopniakiem drzwi. Stał w nich Jeremiasz.
- Leno, minęło dziesięć minut. Idziemy.
- Daj mi chwilkę. Już wychodzę.
- Dobrze, ale się pośpiesz. Czekam na zewnątrz.
- Dziękuję, że opowiedziałaś mi tą historię- powiedziałam do Salander gdy Jeremiasz zostawił nas same.
- Nie dziękuj. Musiałaś o tym wiedzieć. Mam tylko jedną prośbę.
- Zrobię wszystko o co poprosisz.
- Nie mów nikomu o tym, co ci powiedziałam. Nawet Jeremiahowi.
Szczególnie jemu. To co powinni wiedzieć przekażę Leili zaraz po twoim
wyjściu.
- Zgoda. Jeszcze raz dziękuję.
- Nie ma za co Leno – powiedziała, po czym mocno mnie przytuliła – Idź już. Jeremiah się niecierpliwi.
Wyszłam z jej pokoju. Tej nocy będę miała dużo do przemyślenia…
Translate
środa, 5 czerwca 2013
"List" by Yushi
Jak na razie ostatnie yaoi od Yushi. Może uda mi się ją namówić na napisanie następnego :) Co wy na to? Chcecie więcej?
BaliBliss
"List"
BaliBliss
"List"
Kochany Jongyunie!
Tak teraz myślę nad samobójstwem… jakby to było. Połknąć te
czterdzieści/pięćdziesiąt tabletek i umrzeć… zasnąć na zawsze. Trochę
kusi taka propozycja… trochę, co ja mówię. Bardzo kusi. Oczywiście każdy
by tam za mną trochę popłakał, ale po czasie by im przeszło. W to nie
wątpię.
Czasami mam takie zawahania i zastanawiam się, czy nie iść z tym
do psychologa… z tymi moimi myślami, jednak po chwili przytomnieję i
przypominam sobie, że lepiej nie. Że opcja snu wiecznego jest dla mnie
najlepsza. Instynkt przetrwania samobójcy jest u mnie bardzo silny.
Praktycznie każdemu daje znaki, że coś jest ze mną. Że coś planuję. Ale
potem zaraz zaprzeczam, bo myślę „nie mogą się o mnie martwić, mają już
za dużo problemów”.
Cały zespół ma ze mną kłopoty. Nie słucham managera, pyskuję.
Nie pomagam w… w niczym praktycznie. Jestem taką jebaną księżniczką. Ile
raz ja już od wszystkich słyszałem jaki ja to nie jestem. JR, ostatnio
po koncercie stwierdziłeś, że się mnie wstydzisz, bo będąc na scenie
miałem w sobie trochę procentów. Mój drogi Kim, przepraszam, że się mnie
wstydzisz. Zawsze pragnąłem, żebyś był ze mnie dumny, ale jak zwykle
wyszło na odwrót. Chciałem usłyszeć z Twoich ust „moja myszka”, „moja
śliczna księżniczka”, lub też zwykłe „Kocham Cię”. Wiem, dziecinne.
Przepraszam.
Ja pierdole, czemu jak to piszę, to chce mi się płakać? Jestem
żałosny. Za to też przepraszam. Nie chcę być żałosny. Czy kiedykolwiek
byłeś ze mnie dumny? Mam nadzieję, że kiedyś mi to wszystko wybaczysz.
Wszystko, co tylko sprawiło, że się przez mnie denerwowałeś, co
doprowadzało cię do łez. Każde po kolei, to moja wina. MOJA. Kocham Cię,
Jestem żałosny. Byłem żałosny. Wybacz mi, proszę.
Ciężko mi to pisać, płaczę. Jest mi smutno jak myślę, że to
koniec. Jednak nie umiem inaczej. Przepraszam. Jestem słaby, wiem.
Chociaż jest to też oznaka ogromnej odwagi… nie, w tym jednak nie ma
odwagi. To ucieczka. Ucieczka od wszystkiego i wszystkich, zwykłe
tchórzostwo, strach przed życiem. Strach przed Tobą. Przed Twoimi
reakcjami na moje lekkomyślne czyny. Bo tak bardzo chciałem, żebyś
zwrócił na mnie znowu swoją uwagę. Miałem ogromne obawy, że już mnie nie
chcesz. Że mnie zostawisz samego. Porzucisz. A tego bym nie wytrzymał.
Nie chciałem. Przepraszam. Pragnąłem, żebyś był ze mnie dumny. Czy
kiedykolwiek byłeś ze mnie dumny?
Kocham Cię.
Tutaj miałem tylu wspaniałych przyjaciół, znajomych… Minhyun,
Aron, Baekho, Ciebie… lista jest bardzo krótka , jednak dla mnie
wystarczająca. Nigdy nie spodziewałem się, że spotkam i pokocham tyle
osób. Te więzi wiele dla mnie znaczyły, bo to głównie one były powodem,
że tak długo zwlekałem z decyzją o śmierci. Nie chciałem tego stracić.
Zbyt długo i ciężko na to pracowałem.
Jednak to wszystko mnie przerosło. Nie tyle co kłopoty w
zespole, złe stosunki z Tobą, czy też inne, mniej ważne powody.
Najbardziej dobijające jest, że myśli o samobójstwie kroczyły za mną
niczym cień odkąd tylko pamiętam. To mnie przerażało. Zabijało od
wewnątrz. Moje normalne rozumowanie zostało z czasem pochłonięte, wręcz
pożarte przez czerń, smutek i łzy. Spotkanie pewnej osoby jeszcze
bardziej i dobitniej udowodniło mi, że jestem nic nie wartym śmieciem.
Traktował mnie jak nic nie znaczącego człowieka. Sprawił, że ludzie
odwrócili się do mnie plecami, uprzykrzali mi życie, obrażali. Mogłem
policzyć na palcach jednej ręki osoby, które pomimo wszystko wytrwale
przy mnie stały i mnie wspierały. Żałosne.
JR, kochanie. Chcę podziękować za cały ten czas spędzony z Tobą.
Za to, że się mną opiekowałeś, że mnie broniłeś, pomagałeś. Nawet nie
wiesz jak wiele to dla mnie znaczyło. Wierzę również, że mnie kochałeś.
Na swój sposób, którego ja nie zauważałem. Okazywałeś mi czułe gesty,
lecz ja byłem jak uliczny ślepiec. Również ich nie widziałem. Nie
odczuwałem. Nigdy mnie nie pocałowałeś, pomimo faktu, że nasz związek
trwał już kilka tygodni. Zawsze chciałem, żebyś mnie przytulał, cały ten
czas. Bez okazji. Przytulał i mówił ile dla Ciebie znaczę. Że mnie
kochasz. To by mi w zupełności wystarczyło. Jednak i tak dziękuję.
Nadal płaczę.
Przepraszam. Jestem żałosny. Czy kiedykolwiek byłeś ze mnie dumny?
Zawsze, gdy nachodzą mnie wyobrażenia o uścisku z Tobą, zaczynam
się trząść bez powodu i szlochać. Potrafię wylać wiele łez przez te
myśli. Dobijam się tym do momentu, póki nie strzelę sobie w twarz i nie
powiem „Ren, dość”. Potem jednak to nadal mnie męczy. Nigdy nie
przestało. Bo przecież my nie okazujemy sobie zbyt wiele czułości. A ja
jak głupi jestem uzależniony od Twojego ciepła. Jestem jak jakiś jebany
narkoman, który nie ma dostępu do tego, czego najbardziej potrzebuje. Do
tego, co napędza jego kołowrotek życia.
Jestem żałosny, ale już nie płaczę. To bez sensu. Przecież to i tak koniec.
Jeszcze raz przepraszam. Was wszystkich. Ciebie, zespół, managera, wszystkich L.O./\.E. Przepraszam. Kocham Was.
Od kilku miesięcy życie nie ma dla mnie już takie znaczenia jak
kiedyś, wszystko wyblakło. Stało się takie nijakie, obojętne. Bez
kolorów. Jednak moje dzikie marzenia jeszcze jako tako płoną we mnie.
Poznanie wszystkich naszych wiernych fanów. Spotkanie osób, które od
dziecka szanuję i podziwiam. Bycie z Tobą. Jednak, to na tym ostatnim
najbardziej mi zależało.
Do końca.
Nie będę już przedłużać.
Kocham Cię.
Do zobaczenia gdzieś tam.
Przepraszam.
Czy kiedykolwiek byłeś ze mnie dumny?
Twój Ren.
*ROK PÓŻNIEJ*
Młody chłopak trzymał list w swoich drżących
dłoniach, cicho pochlipując. Był taki bezradny w tym wszystkich. Już
taki szmat czasu nie widział swojego chłopaka. Zabrali mu jego małą
księżniczkę. Nie mógł go dotykać, patrzeć na niego, przytulać. Nawet
przebywać w jego cudownym towarzystwie. A to był koszmar. Jeden z tych
najgorszych jakie go w życiu mogły go spotkać. Tak bardzo mu tego
brakowało. Czuł się teraz taki samotny, opuszczony. Teraz chociaż ma
blade pojęcie co przeżywał jego biedny Choi. Brązowowłosy westchnął
głośno i starł zaschnięte łzy z policzków.
- Nadal cie to męczy? – usłyszał męski głos za sobą.
-Baekho… – mruknął – …tęsknię za nim. Tak strasznie bardzo –
siorbnął i rozpłakał się już na dobre – czemu byłem takim ślepym idiotą?
Czemu nie widziałem jak cierpiał?!- krzyknął i schował twarz w poduszce
leżącej na jego kolanach. Blond włosy nie mógł znieść rozpaczy jaka
rozpruwała serce jego przyjaciela z zespołu. Podszedł więc do niego,
wyjął kartkę papieru z jego reki odkładając obok na łóżku i mocno go
przytulił.
- Ej, stary. Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Każdemu z nas
brakuje tego białego potworka – szeptał nastolatek – za niedługo go
zobaczymy, więc się uspokój.
- Niby kiedy? – mruknął niewyraźnie lider, wycierając nos w chusteczkę.
-Nie wiem. To nie zależy od nas. Ale nie zadręczaj się tym, aż tak.
Każdy zawinił po trochu. To nie jest tylko i wyłącznie twoja wina.
- Jasne. To ja o niego nie dbałem, nie wy do cholery. Wszystko
przeze mnie – warknął i głośno westchnął. Zmęczony przetarł oczy. Miał
tego wszystkiego serdecznie dość. Bez tego chłopaka jego egzystencja na
tym świecie nie miała jakiegokolwiek sensu i celu. Wszystko zgasło i
utonęło w mrocznej rozpaczy. Jego umysł otuliły szare skrzydła.
-JR, chodź do nas, bo wyglądasz jak duch. Zrobię ci herbatę, którą tak bardzo lubisz. Co ty na to?
Chłopak spojrzał na niego niepewnie i zrezygnowany przeczesał
dłonią swoje włosy, wstając z łóżka. Wszedł do kuchni za Baekho i
usiadł na krześle przy stole na którym w misce były jakieś cukierki.
Chcąc sobie choć trochę poprawić humor zjadł jeden z nich. Jednak cukier
w nim zawarty ani trochę mu nie pomógł. Rozejrzał się po pomieszczeniu i
zauważył, że reszta zespołu ogląda jakiś tandetny talk-show w telewizji
podśmiewając się przy tum do rozpuku niczym jacyś szaleńcy. Nagle
usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Minhyun, otwórz proszę cię – burknął blondyn skupiając się na robieniu miętowego napoju dla kolegi.
- Spoko – mówiąc to, zerwał się z kanapy, która jeszcze chwile temu oblegał z Aronem i poszedł w kierunku wejścia.
- Eee… liderze, ktoś do ciebie! – krzyknął chłopak, jednocześnie
zapraszając późnego gościa do środka. Brązowowłosy jęknął i niechętnie
zwlekł swe zmarnowane ciało z siedzenia, powolnie podreptując za głosem
kolegi i stanął jak wryty, gdy zobaczył kto przed nim stoi. Poczuł jak
w jego oczach wzbierają się łzy, gdy ujrzał białowłosą postać stojącą w
przedsionku. Dzieciak praktycznie nic się nie zmienił przez ten rok,
kiedy go nie widział. Był jedynie trochę chudszy. Jednak w jego czarnych
jak noc oczach, tym razem można było dostrzec te radosne iskierki życia
co kiedyś, dawno temu. Chłopak ubrany był w jakiś włochaty
granatowo-biały sweter i ciemne rurki ściśle opinające jego zgrabne
nogi. Włosy jak zawsze spięte z tyłu w kucyk z grzywką zasłaniającą oko.
Liderowi tak strasznie brakowało tego widoku. Nagle zobaczył, że Ren
spuszcza wzrok i bez większego zainteresowania wpatruje się w swoje
żółte skarpetki. JR nie mógł znieść tej przygnębiającej dla młodego
chwili.
- Choi, kochanie! – krzyknął mężczyzna i czym prędzej podbiegł do
skulonego w sobie chłopaka, który stał na środku korytarza. Przytulił go
najmocniej jak tylko umiał. Pomimo wszystko brakowało mu tego ciepła –
Tak się o ciebie martwiłem! Nigdy więcej mnie tak nie strasz! Nie
zostawiaj mnie już – mruknął. Biało włosy nie wiedział jak ma zareagować
na poczynania swojego Hyunga. Jednak końcem końców odwzajemnił uścisk,
swoimi drżącymi rękoma oplatając jego ciało. Czuł jak po jego chudych
policzkach spływają słone łzy swoją krótką drogę kończąc na ubraniach.
Nienawidził swoich słabości. Nienawidził tego, że był taki emocjonalny.
Ale każdy mu powtarzał, że pomimo wszystko tak jest lepiej. Odczuwać
więcej niż inni. On się jednak z tym stwierdzeniem nie zgadzał. Nie
chciał być raniony tak łatwo. Chciał mieć serce ze skały, żeby już nikt
nie mógł do niego zajrzeć i go zniszczyć. Jednak przy tym facecie tak
się nie dało. Jedno jego spojrzenie po tak długim czasie rozłąki, a jego
całe ciało było już jak z waty. Nagle poczuł, że coś miękkiego dotyka
jego warg. Zszokowany otworzył swoje wilgotne oczy i to co zobaczył
sprawiło, że jego nogi się ugięły. Jednak w ostatniej chwili JR go
chwycił w swoje silne ramiona i uniósł w powietrzu. Chłopak nie mógł
uwierzyć, że jego marzenie w końcu się spełniło. Niepewnie odwzajemnił
ten gorący pocałunek, który z chwili na chwile coraz bardziej się
pogłębiał. Blondyn wplątał swoją dłoń w jego bujne włosy i przyciągnął
go bliżej siebie. To, co się teraz działo, było jednym z jego
piękniejszych przeżyć jakich zdążył doświadczyć.
- Kocham cię Minki – szepnął trzymający go mężczyzna i ponownie
zagłębił się w ich namiętnym i stęsknionym pocałunku – więcej mnie już
tak nie zostawiaj, rozumiesz?
Dzieciak kiwnął głową i przytulił się mocno do swojego chłopaka,
ponownie wylewając łzy. Reszta zespołu patrząc na to wszystko zaczęła
się śmiać. Byli szczęśliwi, że tej jakże niezgranej parze zaczęło się w
końcu układać.
- Ja też cię kocham – odpowiedział Ren i uśmiechnął się najpiękniej jak tylko umiał.
"Przeznaczenie wampirzycy" cz.3 by BaliBliss
Miłego czytania!
BaliBliss
"Przeznaczenie wampirzycy" cz.3
Zorientowałam się że dochodzimy na miejsce gdy usłyszałam szum rozmów zebranych. Na oko w sali było ponad dwieście osób. Czy oni wszyscy chcą śmierci Caspiana? Jeśli tak, to do czego ja im jestem potrzebna? Przecierze jest ich tak dużo…. Na środku sali siedzi, jak się domyślam, wyrocznia. W mojej wyobraźni była ona staruszką w łachmanach, ale okazuje się, że Salander wygląda jak nastoletnia królowa szkoły: figura modelki, długie, lekko falowane, blond włosy i brązowe oczy. Jest urzeczywistnieniem marzeń męskiej części uczniów mojej szkoły. Na oko ma około szesnastu lat, ale wiem, że jako wampirzyca może sobie liczyć nawet wieki. Obok niej stoi Leila, która trzyma za rękę wysokiego, chudego chłopaka o latynoskiej urodzie, zapewne Enrique. To właśnie on ucisza zebranych i zabiera głos:
- Słuchajcie uważnie, co powie wam Salander. Jest ona ostatnią żyjącą wyrocznią. Jej słowa prawdopodobnie będą mieć znaczący wpływ na postęp naszej sprawy. Zna ona bowiem przepowiednię, która mówi jak zabić Caspiana. Wytłumaczy też nam, dlaczego do tej pory wszystkie nasze starania, które miały doprowadzić do jego ostatecznej śmierci spełzły na niczym. W zamian Salander żąda ochrony. Chce się ukryć w naszych podziemiach, aby nie musieć już uciekać. Jej także zależy na zagładzie Caspiana. Czy się zgadzacie?
- Tak!!!- wybuchło echo potwierdzeń.
- A więc wytężcie słuch. Od tego zależy przyszłość naszej rasy! - powiedział Enrique, po czym oddała głos Salander.
- Witajcie moi drodzy. Nadchodzi czas wolności, czas pokoju. Przepowiednia niedługo się spełni. Poczułam to w kościach gdy tylko nasza droga czarownica weszła na salę. – mówiąc to popatrzyła na mnie.
-Ja nie jestem czarownicą! – zirytowałam się.
- Jak widzę nie znasz swojego dziedzictwa. Mogłam się domyślić, że w końcu informacje o pochodzeniu i klątwie naszych drogich matek wiedź zostaną zapomniane. Później, na osobności, zajrzymy do twojej przeszłości, aby dowiedzieć się jakiego rodzaju czarownicą dokładnie jesteś. To nam powie jakie masz moce, ale na razie skupmy się na zabiciu Caspiana. Otóż nie mogliście go zabić z jednej przyczyny: zabić go może tylko moc, z której został zrodzony, a tą mocą jest magia czarownic. Nie ma on bowiem matki ani ojca. Powstał wskutek zaklęcia czarownicy, która pragnęła stworzyć mężczyznę doskonałego, który będzie bronił jej i jej sióstr. Niestety, coś podczas rzucania czaru poszło nie tak i w ten sposób zrodziła się nasza rasa, rasa wampirów. Caspiana, którego prawdziwe imię brzmi Erro, co w języku czarownic znaczy pomyłka, szybko zorientował się, że może w łatwy sposób tworzyć sobie podobnych. To on jest ojcem całej naszej rasy. Według legend stworzył ponad trzy tysiące wampirów, które tworzyły następne i tak dalej. Czarownice nie mogły zostać jednym z nas, ponieważ to z ich krwi zostaliśmy zrodzeni, więc zrozpaczone swoją porażką rzuciły ostatnie zaklęcie, które związało moc całego rodu czarownic, a rozwiązać ją mogła tylko śmierć. Przepowiednia mówi, że pewnego dnia jednej z rodu wiedź uda się znaleźć coś, dzięki czemu pokona barierę nieśmiertelności i stanie się Bruxa Mortos, czyli wampirem ze zdolnościami czarownicy. Będzie ona posiadała skumulowane moce wszystkich wiedź ze swojego rodu i jako jedyna będzie w stanie zgładzićErro i jemu podobnych. Będzie ona też ostatnią czarownicą. Po jej śmierci nie będzie na świeci już magii wiedźm. Zawsze myślałam, że nie uda mi się doczekać tego momentu, a tu nagle zjawia się nasz przystojny Enrique i mówi mi o twoim wyczynie Leno – zwraca się do mnie już mniej poważnie – Dzięki tobie wróciła mi nadzieja, ze nie będę już musiała uciekać. Dlatego teraz zabierzcie mnie do kwatery, w której mam zamieszkać. Leno, ty choć ze mną. Musimy dowiedzieć się z którego konwentu pochodzisz.
Leila znalazła się przy niej w ułamku sekundy i zaczęły wychodzić. Poczłapałam za nimi, nadal nie przekonana co to mojego rzekomego dziedzictwa. Jeremiasz nie odstępował mnie na krok. Gdy znaleźliśmy się pod jednym z wielu pokoi Leila powiedziała:
-Salander, oto twój pokój. Niedługo przyjdzie ktoś z twoim planem dnia.
- Dziękuję, odważna Leilo. Mów mi Sally, będzie prościej. Niedługo w końcu ty, ja i Lena będziemy przyjaciółkami. – uśmiechnęła się, po czym zwróciła się do mnie – Wejdź, lecz niech twój przystojny Jeremiah zostanie na zewnątrz.
- Nie ma mowy! – zawarczała Jeremiasz.
- Uspokój się. Nie ma czego się bać. Salander nic mi nie zrobi.- zwróciłam się do niego. Popatrzyła na mnie uważnie. W jego oczach czaił się strach.
- Leno… – powiedział z bólem w głosie.
- Dam sobie radę. Zaufaj mi.- poprosiłam go.
- Zgoda. Ale masz dziesięć minut, później wchodzę – w jego głosie było słychać rezygnację.
- Nie martw się mój drogi, oddam ci ją za pięć minut – wtrąciła się Salander, po czym wciągnęła mnie do pokoju i zatrzasnęła drzwi.
ciąg dalszy nastąpi...
BaliBliss
"Przeznaczenie wampirzycy" cz.3
Zorientowałam się że dochodzimy na miejsce gdy usłyszałam szum rozmów zebranych. Na oko w sali było ponad dwieście osób. Czy oni wszyscy chcą śmierci Caspiana? Jeśli tak, to do czego ja im jestem potrzebna? Przecierze jest ich tak dużo…. Na środku sali siedzi, jak się domyślam, wyrocznia. W mojej wyobraźni była ona staruszką w łachmanach, ale okazuje się, że Salander wygląda jak nastoletnia królowa szkoły: figura modelki, długie, lekko falowane, blond włosy i brązowe oczy. Jest urzeczywistnieniem marzeń męskiej części uczniów mojej szkoły. Na oko ma około szesnastu lat, ale wiem, że jako wampirzyca może sobie liczyć nawet wieki. Obok niej stoi Leila, która trzyma za rękę wysokiego, chudego chłopaka o latynoskiej urodzie, zapewne Enrique. To właśnie on ucisza zebranych i zabiera głos:
- Słuchajcie uważnie, co powie wam Salander. Jest ona ostatnią żyjącą wyrocznią. Jej słowa prawdopodobnie będą mieć znaczący wpływ na postęp naszej sprawy. Zna ona bowiem przepowiednię, która mówi jak zabić Caspiana. Wytłumaczy też nam, dlaczego do tej pory wszystkie nasze starania, które miały doprowadzić do jego ostatecznej śmierci spełzły na niczym. W zamian Salander żąda ochrony. Chce się ukryć w naszych podziemiach, aby nie musieć już uciekać. Jej także zależy na zagładzie Caspiana. Czy się zgadzacie?
- Tak!!!- wybuchło echo potwierdzeń.
- A więc wytężcie słuch. Od tego zależy przyszłość naszej rasy! - powiedział Enrique, po czym oddała głos Salander.
- Witajcie moi drodzy. Nadchodzi czas wolności, czas pokoju. Przepowiednia niedługo się spełni. Poczułam to w kościach gdy tylko nasza droga czarownica weszła na salę. – mówiąc to popatrzyła na mnie.
-Ja nie jestem czarownicą! – zirytowałam się.
- Jak widzę nie znasz swojego dziedzictwa. Mogłam się domyślić, że w końcu informacje o pochodzeniu i klątwie naszych drogich matek wiedź zostaną zapomniane. Później, na osobności, zajrzymy do twojej przeszłości, aby dowiedzieć się jakiego rodzaju czarownicą dokładnie jesteś. To nam powie jakie masz moce, ale na razie skupmy się na zabiciu Caspiana. Otóż nie mogliście go zabić z jednej przyczyny: zabić go może tylko moc, z której został zrodzony, a tą mocą jest magia czarownic. Nie ma on bowiem matki ani ojca. Powstał wskutek zaklęcia czarownicy, która pragnęła stworzyć mężczyznę doskonałego, który będzie bronił jej i jej sióstr. Niestety, coś podczas rzucania czaru poszło nie tak i w ten sposób zrodziła się nasza rasa, rasa wampirów. Caspiana, którego prawdziwe imię brzmi Erro, co w języku czarownic znaczy pomyłka, szybko zorientował się, że może w łatwy sposób tworzyć sobie podobnych. To on jest ojcem całej naszej rasy. Według legend stworzył ponad trzy tysiące wampirów, które tworzyły następne i tak dalej. Czarownice nie mogły zostać jednym z nas, ponieważ to z ich krwi zostaliśmy zrodzeni, więc zrozpaczone swoją porażką rzuciły ostatnie zaklęcie, które związało moc całego rodu czarownic, a rozwiązać ją mogła tylko śmierć. Przepowiednia mówi, że pewnego dnia jednej z rodu wiedź uda się znaleźć coś, dzięki czemu pokona barierę nieśmiertelności i stanie się Bruxa Mortos, czyli wampirem ze zdolnościami czarownicy. Będzie ona posiadała skumulowane moce wszystkich wiedź ze swojego rodu i jako jedyna będzie w stanie zgładzićErro i jemu podobnych. Będzie ona też ostatnią czarownicą. Po jej śmierci nie będzie na świeci już magii wiedźm. Zawsze myślałam, że nie uda mi się doczekać tego momentu, a tu nagle zjawia się nasz przystojny Enrique i mówi mi o twoim wyczynie Leno – zwraca się do mnie już mniej poważnie – Dzięki tobie wróciła mi nadzieja, ze nie będę już musiała uciekać. Dlatego teraz zabierzcie mnie do kwatery, w której mam zamieszkać. Leno, ty choć ze mną. Musimy dowiedzieć się z którego konwentu pochodzisz.
Leila znalazła się przy niej w ułamku sekundy i zaczęły wychodzić. Poczłapałam za nimi, nadal nie przekonana co to mojego rzekomego dziedzictwa. Jeremiasz nie odstępował mnie na krok. Gdy znaleźliśmy się pod jednym z wielu pokoi Leila powiedziała:
-Salander, oto twój pokój. Niedługo przyjdzie ktoś z twoim planem dnia.
- Dziękuję, odważna Leilo. Mów mi Sally, będzie prościej. Niedługo w końcu ty, ja i Lena będziemy przyjaciółkami. – uśmiechnęła się, po czym zwróciła się do mnie – Wejdź, lecz niech twój przystojny Jeremiah zostanie na zewnątrz.
- Nie ma mowy! – zawarczała Jeremiasz.
- Uspokój się. Nie ma czego się bać. Salander nic mi nie zrobi.- zwróciłam się do niego. Popatrzyła na mnie uważnie. W jego oczach czaił się strach.
- Leno… – powiedział z bólem w głosie.
- Dam sobie radę. Zaufaj mi.- poprosiłam go.
- Zgoda. Ale masz dziesięć minut, później wchodzę – w jego głosie było słychać rezygnację.
- Nie martw się mój drogi, oddam ci ją za pięć minut – wtrąciła się Salander, po czym wciągnęła mnie do pokoju i zatrzasnęła drzwi.
ciąg dalszy nastąpi...
Subskrybuj:
Posty (Atom)